Skip to content

Trybunalska City Pub w Lublinie. Nowocześnie i smacznie!

O tym, że lubię smacznie zjeść (a może w ogóle zjeść), wiedzą wszyscy moi znajomi. Coraz częściej w restauracjach, szukam jednak czegoś zaskakującego. Czy to w smaku, czy w aranżacji wnętrza, czy w obsłudze. Ostatnio pozytywnie zostałem zaskoczony w Trybunalska City Pub, która znajduje się na Starym Mieście w Lublinie.

Trybunalska City Pub jest wymieniona w większości tekstów o Lublinie, jako restauracja/kawiarnia, którą naprawdę warto odwiedzić (np. na blogu Fashionelki – Moje trzy ulubione knajpy w Lublinie). Nie wiedzieliśmy tylko, jak ostatecznie traktować Trybunalską – czy to kawiarnia, piekarnia, restauracja, a może pub. Wiecie, jak jest tyle rzeczy, to pewnie wszystko jest średnie, albo kicha. No, ale tak się złożyło, że sprawdziliśmy ich pierwszego dnia urlopu w Lublinie.

Pierwsze zaskoczenie: parter kamienicy wyraźnie oznaczony. Do tego dość spory ogródek, który mimo chłodnego wiatru już zapełniał się ludźmi (okolice godziny 13-14). Po wejściu do środka, okazuje się, że… lokal ma trzy piętra, a do tego zupełnie różni się od tego, co prezentuje elewacja (wiekowa). Jest nowocześnie, ale nadal klimatycznie. Dominują motywy drewniane i ceglane, więc naprawdę jest przytulnie. Na parterze miejsca nie ma dużo, więc najwięcej roboty w tej kwestii robi taras. Ale już na piętrze, pomieści się naprawdę dużo osób. Trybunalska ma tam dwie i pół sali, ale stoły są nie tylko dwu czy trzy osobowe, ale także sześcio czy ośmio. Jedna część jest chyba przeznaczona głównie pod jedzenie, a druga bardziej pod pub. Drugie piętro zajmują kuchnia i łazienki, a trzecie hostel.

Trybunalska City Pub – jedzenie

Pierwszego dnia wybraliśmy lemoniadę i wyciskany sok, a do tego Marta pierś z kurczaka z frytkami, a ja burgera. Kelnerka zapytała, jaki stopień wysmażenia i idealnie taki dostałem. Właściwie, to był jeden z lepszych burgerów jakie jadłem, a szczególnie zaskarbił sobie moją sympatię, fajnym wkomponowaniem pieczarek. Były kremowe i naprawdę było je czuć, a nie jak czasami się trafi były bo były. Niby nic nie zwykłego, ale zrobiło różnicę w smaku.

W Trybunalskiej byliśmy jeszcze dwa razy. Kolejnego dnia wybraliśmy kanapkę w formie bajgla (smaczna, choć spodziewałem się po niej więcej. Pieczywo wypiekane na miejscu było bardzo dobre) i dwa kubełki. To było dość zaskakujące w formie, bo zamawiało się kubełek wybranej rzeczy. I faktycznie dostaliśmy litrowy pojemniczek z kurczakiem i drugi z frytkami. Nawet dla dwóch osób taki zestaw to wyzwanie.

dav

Trzeciego dnia zostaliśmy na dole, w kawiarni. Marta na deser wybrała ciasto (szarlotkę), a ja mini-pizzę. I kolejny plus. Jedzeniowo, naprawdę dają radę, a pieczywo wypiekane na miejscu robi robotę podwójnie. Szacunek dla Trybunalskiej za taką prężną organizację.

Zwróciliśmy uwagę też na obsługę. Wszystkie kelnerki były bardzo miłe i widać, że dają z siebie wszystko i starają się być bardzo pomocne. Małym minusem jest jedynie to, że widać, że nie nadążają. Co prawda, my nie czekaliśmy na żadne danie długo, ale widzieliśmy trochę rozgorączkowanych ludzi obok, którzy czekali na złożenie zamówienia itp. Widać, że knajpa cieszy się dużą popularnością i trzeba sprostać jeszcze lepszej obsłudze klientów. Kolejny minusik dostają od nas za stronę internetową, która jest słabo klikalna i ciężko sprawdzić choćby menu w lokalu. A szkoda, bo Facebook jest fajnie prowadzony.

Podsumowując…

Trybunalska to jak wspominają blogerzy, knajpa którą warto odwiedzić w Lublinie. Jest w niej sympatycznie i przytulnie, smacznie, a przy tym nie tak drogo. Jest kilka niuansów, które mogliby poprawić, ale jestem pewien, że jak ich odwiedzicie, to wyjdziecie zadowoleni. I najedzeni :)