Skip to content

Trendy w kuchnii i gotowanie na poziomie pop

Jakiś czas temu poznałem olsztyńskiego blogera, który mieszka w Anglii i…gotuje. Arkadiusz Bober był muzykiem, DJ-em, pracownikiem korporacji.  Jak sam mówi, z licznych profesji jakim się oddawał, najbardziej pochłonęła go pasja gotowania i pisania. Jest szefem kuchni i prowadzi bloga Eat After Reading.

Klasyczne polskie danie czy raczej francuskie? Które bardziej wolisz jeść, a które gotować?
– Wiesz, ja w ogóle bardzo lubię jeść a jeszcze bardziej gotować! Dlatego nie robi mi to różnicy skąd pochodzi danie, bardziej kieruję się składnikami- ich smakiem, jakością świeżością i przyznam, że najbardziej jednak ciągnie mnie smakowo w stronę orientu. Więc lekko naciągając Francja – w końcu ich kuchnia odziedziczyła coś po byłych koloniach. Jeżeli chodzi o kuchnię polską to nigdy nie odmawiam dobrego talerza flaków, ruskich pierogów czy żurku…

– „Przygotuj się na najgorsze – nigdy nie będziesz zaskoczony” – jak sam mówisz to Twoja mantra. Jesteś zawsze gotowy?
– Tak to taka zawodowa mantra i mimo tego, że lubię ja cytować w praktyce stosuję jej optymistyczną wersję czyli, że wszystko będzie dobrze a jak nie…to i tak nie jestem zaskoczony haha!

– Mówisz o gotowaniu, że to subkultura. Nie na wyrost?
– Absolutnie nie! Mimo tego, że gotowanie po woli a w zasadzie już wkroczyło na poziom pop to zawodowe gotowanie pozostanie zawsze subkulturą. To piękny i cholernie ciężki zawód, nie każdy może go wykonywać, ale kiedy dostaniesz się do tego magicznego kręgu nie będziesz chciał z niego wyjść.

– Co, według Ciebie, w kuchni liczy się bardziej – kreatywność i talent czy wiedza?
– Wszystko to co powiedziałeś, plus ciężka praca i umiejętności techniczne, manualne.

– Jakie nowe trendy będziemy mogli obserwować, albo już obserwujemy w kuchni?
 Powrót do źródeł, do natury, respekt dla składników i rozluźnienie zwyczajów czyli odejście od sztywnego serwisu czyli ciężkich obrusów i sztywnych kelnerów.

– Mówisz o prostych połączeniach – klasycznych i charakterystycznych dla kuchni. Nie masz wrażenia, że ludzie szukają jednak czegoś innowacyjnego, zaskakującego i niespotykanego? Czy klasyczne nie jest nudne?
– Moje doświadczenie mówi, że ludziom często się wydaje, że szukają nowych, niespotykanych przeżyć a potem zamawiają po raz setny to co znają. Poza tym bez znajomości klasyki nie można jej rewolucjonizować, z resztą po co? Połączenia klasyczne są sprawdzone a poszukiwanie ich nowego sposobu prezentacji to jest dopiero sztuka i zabawa.

– Jak polska kuchnia ma się na świecie?
– Jest kiełbasa i bigos, są pierogi, ale kuchnia polska na świecie nie istnieje. Mam jednak nadzieję, że się odrodzi. Dzięki Wojciechowi Modestowi Amaro mamy już pierwszą gwiazdkę Michelin, to on przeciera szlaki nowoczesnej kuchni polskiej.  Obyśmy wkrótce usłyszeli jeszcze jakieś nowe nazwiska.

– Nie myślałeś, żeby spróbować swoich sił w jakimś popularnym programie kulinarnym? Jak w ogóle oceniasz takie inicjatywy?
– Kilka lat temu chciałem a w zasadzie przeszło mi przez głowę, żeby wystartować w brytyjskiej wersji Master Chef Professionals. Niestety nie wysłałem nawet zgłoszenia. Ten program i Great British Menu to świetny sposób na zdobycie popularności i rozgłosu, ale to nie zastąpi ciężkiej pracy a ona w kuchni jest chlebem powszednim.

– Śpiewasz przy gotowaniu? Coś delikatnego czy death metalowe kawałki?
– Raczej tańczę i zawsze słucham muzyki. Ostatnio dużo elektroniki, indie i chilloutów, ale najbardziej uspokaja mnie death metal. Vader z rana jak śmietana ;)

Czujesz się rockandrollowcem w kuchni?
– Zawsze czuję się rockandrollowcem.

– Gdzie znajdujesz więcej inspiracji – w pędzącym Londynie czy spokojnej Warmii?
– Ciężko powiedzieć bo to dwa różne światy i dwa różne poziomy inspiracji, ale chyba Londyn wygrywa bo tutaj mogę znaleźć wszystko, również wiejską ciszę i biegające w Holland Parku świnie (takie zwierzaki- to nie przenośnia haha!).

– Szukasz inspiracji w filmach lub książkach?
– Tak głównie w książkach, chociaż ostatnio stwierdziłem, że czytam za dużo a to usypia moją kreatywność. Na szczęście mam wiele źródeł inspiracji. Bardzo lubię obserwować ludzi siedząc, sącząc kawę patrzeć na przepływający ulicami tłum.

– Co Twoi znajomi i rodzina mówią o Twoich potrawach?
– Najczęściej są zajęci ich zjadaniem, więc zgodnie z zasadami savoir vivre nie mówią (z pełnymi ustami)…

– Spotykasz w swojej restauracji ciekawe postacie?
– Tak i to wiele. Najciekawsze to te autentyczne, lokalne charaktery, ale mamy też te znane… muzyków, aktorów. Gotowałem dla Juliette Lewis, Serjia Tankiana, Jamesa Gandolfino i wielu, wielu innych, ale chyba najciekawszą postacią był amerykański generał Martin E. Dempsey, który pojawił się z całą świtą. Przypominało to trochę film szpiegowski  ;)

Fot. Arkadiusz Bober / eatafterreading.blogspot.com

Marcin Wójcik

Możesz mnie zasubskrybować lub polubić oficjalny kanał koziolka :-).