Skip to content

Restauracja Mandragora w Lublinie. Warto!

W historii Lublina ważną rolę odegrali Żydzi. Zwiedzając Lublin na każdym kroku, można dowiedzieć się czegoś o tym, jak kształtowali miasto i jaki los ich spotkał. Częścią tego dziedzictwa są miejsca, w których można poznać kulturę żydowską. Przedstawiam Wam jedną z najlepszych restauracji, w jakiej byłem: restauracja Mandragora w Lublinie.

To restauracja, która znajduje się w samym centrum Starego Miasta.

Zapraszam Państwa w podróż do tradycji świąt i miejsc żydowskich, przeplatanych z historią mojej rodziny, tego miejsca i przedwojennego Lublina. Postaram się Państwu przybliżyć tradycje Żydów lubelskich…od kuchni.

dav

Mandragora w Lublinie

Już na samym wejściu, słyszymy „Szalom” od uśmiechniętej pani. Jak się potem okazuje, to kierowniczka (lub właścicielka), która wita wszystkich gości. Kieruje ich na właściwe miejsce. Dosłownie chwilę później przy stole pojawia się kelnerka, ubrana bardzo skromnie, ale charakterystycznie. Zresztą charakterystyczne jest też całe miejsce – mocno klimatyczne, nawiązujące wieloma elementami do kultury żydowskiej.

Pani od razu nam poleca kilka dań. Pyta nas też, czy pierwszy raz jesteśmy w Lublinie. Po chwili wraca z przewodnikiem po mieście i kilkoma wskazówkami, gdzie warto się wybrać (byliśmy już przedostatniego dnia). Dania mają być za godzinę, ale na przystawkę czekamy nie więcej niż 20 minut. Danie główne trafia do nas po kolejnych 10 lub 15 minutach. W międzyczasie ktoś siada obok nas i słyszymy, że kelner mówi: „Cieszę się, że zdecydowali się przyjechać Państwo do Lublina”. To naprawdę drobna rzecz, ale robi robotę dla miasta.

dav

Zanim dostaliśmy dania, trafiły do nas napoje żydowskie, które smakowały jak… szarlotka. Serio! Jako czekadełko, restauracja zaproponowała nam chałkę przygotowaną u nich w piekarni. To już było obłędne, a przecież to była zwykła chałka.

Na przystawkę wybraliśmy wątróbkę drobiową z grzybami na miodzie i winie koszernym miodzie. Lubię wątróbkę, ale powiem Wam, że nigdy nie jadłem tak dobrej. Ten miód nadał jej takiej mega słodkości.

Kuchnia żydowska jest przepełniona symboliką. Każde danie nawiązuje do świąt lub wydarzeń z dziejów Izraela. Holiszki to tradycyjne danie na święta Sukkot, czulent obowiązkowo musi być na Szabat, ryba na Rosh Haszana, a latkes na najpiękniejsze święta – Chanuka.

Na danie główne wybraliśmy kaczkę faszerowaną jabłuszkami, glazurowaną miodem, podawaną na cymesie z kaszą, a także danie spoza karty – pierś z kurczaka z młodymi ziemniakami i surówką z czerwonej kapusty. Przede wszystkim, małe ostrzeżenie: kaczka jest ogromna. Dostajemy połówkę kaczki, więc trzeba przygotować się na porządne jedzenie. Wszystko ze sobą niesamowicie gra. Ja stwierdziłem, że nie dam rady wszystkiego zjeść, więc kaszę pęczak zostawię. Ale… nie wiem, jakim cudem – zjadłem wszystko.

Kaczka po zydowsku. Mniam #olacdiete #Lublin #Mandragora #pornfood #omnomnom #jewish #food #foodporn

A post shared by Marcin Wojcik (@mrcwojcik) on

Restauracja Mandragora w Lublinie zachwyca też wnętrzami. W tle gra żydowska muzyka, a na ścianach znajdziemy różne żydowskie motywy. Na półkach poukładane stare dzbany, talerze. Stoliki widać, że mają za sobą długą historię. Do tego słychać gwar z kuchni. Powiem Wam, że siedząc tam, czułem się jakbym był goszczony w czyimś domu, a nie w knajpie na mieście. To było po prostu przyjemne i nie chciało się stamtąd wychodzić. Podoba mi się to, że restauracja nawiązuje do historii miasta. Opowiadają też o tych elementach żydowskich – koszerności, specjalnym menu na szabat itp. I są mega szczerzy. Na stronie piszą m.in.: „Pomimo braku stałego nadzoru Rabinicznego ( nie mamy certyfikatu koszerności ) staramy się przestrzegać chociaż w części podstawowych zasad obowiązujących w kuchni koszernej”. Ja to kupuję – są szczerzy na stronie i na miejscu.  A zachowanie kelnerów robi taki oddolny marketing. Najlepsi ambasadorzy Lublina. To w sumie sprawia, że Lublin jest miastem, do którego chętnie wrócę. Wrócę nie po to, żeby zwiedzać, ale żeby posiedzieć na Starym Mieście.

Trzeba też wspomnieć o piekarni. Pisałem o chałce, ale w Mandragorze można też kupić lokalne, tradycyjne cebularze. Niestety, nam się nie udało zamówić na następny dzień. Takie mieli obłożenie :).

Restauracja Mandragora – polecam w 100%. Obowiązkowe miejsce w Lublinie.

dav

 

  • Pingback: Co warto zobaczyć w Lublinie? - mrcwojcik()

  • Też polecam Mandragorę, nie tylko dlatego, że długo mieszkałam w Lublinie. Potwierdzam – właścicielka jest super życzliwa, a jak zamówiłam napój Kolbiego (tak się chyba nazywał), to aż przyszła mnie zobaczyć na własne oczy, bo mało kto go pił :)
    Na Starym Rynku polecam także Naleśnikarnię Zadora – pycha naleśniki, nigdzie takich dobrych robią!