Skip to content

Tradycja i nowoczesność [„Skyfall” – recenzja]

Sobota, godzina 11:30. Sala kinowa jest wypełniona. W rzędzie 9 siedzi starsze małżeństwo. Obok nich około 14 letnia dziewczynka z popcornem. Przyszła sama.  Zaczyna się. James Bond rusza w pościg. Strzelają. Walczą. Bond zostaje trafiony i spada w przepaść. Niebo spada mu na głowę („Skyfall”). Dziewczynka nawet nie mrugnęła.

Nastąpiła, co oczywiste, zmiana pokoleniowa. Za Bondem coraz częściej szaleje młodzież, która oczekuje szybkich pościgów, przelotnych romansów i brutalnej walki. Takie są wymagania widzów, a rolą kolejnych reżyserów jest spełniać te zachcianki. W ten nowy trend wpisują się kolejno Martin Campbell („Casino Royal”) i Marc Forster („Quantum of Solace”). Sam Mendes nie miał innego wyboru, jak pójść tą drogą. Zrobił jednak coś więcej – powiedział wszystkim widzom wprost, że to koniec Bonda, jakiego znaliśmy.

Tradycja i nowoczesność.

Agent 007 musi mierzyć się nie tylko z kolejnymi gangsterami i geniuszami zła. Jego głównym przeciwnikiem jest nowoczesność, która dominuje we współczesnym świecie. – Mając laptopa, siedząc w pidżamie i sącząc earl greya, jestem w stanie wyrządzić więcej szkód niż ty ze swoją spluwą – słyszy Bond od swojego nowego kwatermistrza (w tej roli młody i niezwykle zdolny Ben Whishaw). Nawet czarny charakter nie musi ruszać się ze swojej opuszczonej wyspy, żeby zaatakować brytyjski wywiad.

Jak w nowej rzeczywistości odnajdzie się Bond? Jak w nowym świecie odnajdą się widzowie, którzy narzekali, że Daniel Craig to zwykły zakapior? To chyba najważniejszy przekaz „Skyfall”. Niebo spada nam na głowy. Stary James Bond umiera. Spada w przepaść. Zanim się pozbiera, minie trochę czasu. Ale wróci jako jeszcze lepszy agent królowej.  Połączy tradycję i nowoczesność.

„Skyfall” to przede wszystkim historia o współczesnym człowieku i świecie, w którym przyszło nam żyć. Nie grożą nam już mafiosi z karabinami w dłoniach, ale cyberprzestępcy. Wszyscy musimy się przestawić. Jesteśmy uzależnieni od technologii. Raoul Silva to doskonały przykład zmian. Kiedyś wybitny agent wywiadu, teraz sieciowy złoczyńca, który jednym kliknięciem może przejąć władzę w państwie lub zniszczyć linię metra. Jest obłąkanym geniuszem, który żąda zemsty na MI6. Dawno Bond nie mierzył się z tak niebezpiecznym przeciwnikiem (wybitna rola Javiera Bardema).

Najlepszy smoking we krwi

Wierni widzowie nie powinni być zawiedzeni. Bo filmy o agencie 007 nadal hołubią tradycji. Jest martini, jest też kultowy aston martin. Craig, mimo że jest mięśniakiem, to prowadzi dialogi jak prawdziwy gentelmen. Młoda widownia też będzie zadowolona, bo Bond nie boi się ubrudzić krwią swojego najlepszego smokingu.

Dziewczynka, która siedziała w 9. rzędzie, nawet przez chwilę nie była zaskoczona tym co dzieje się na ekranie. Nie wzdrygała się, gdy ktoś umierał. Nie podskakiwała, gdy nagle coś wybuchało. Nawet nie wiem, czy dobrze się bawiła. Oczekiwania widowni się zmieniają, a twórcy muszą spełniać te zachcianki. Co nas czeka?

~~ Siłą „Skyfall” jest właśnie wspomniane połączenie dwóch bardzo ważnych wartości. Widać to także w czołówce, która jest chyba najlepszą w całej historii serii (piosenka Adele!). To także wybitne role (Dench, Bardem, Craig) i dynamiczna akcja. Na końcu trochę zgrzyta. Możecie poczuć się jak w sylwestra, gdy ktoś pod waszym oknem przez pół godziny puszcza fajerwerki. Zwyczajnie macie dosyć.  Mimo to, jest to film, który warto zobaczyć. Dobre kino akcji.

Published inLIFE