Skip to content

Obdarowani – recenzja

Do kin niedawno weszli „Obdarowani”. Widzieliśmy zwiastun już kilka tygodni temu i był to film, który chcieliśmy zobaczyć. Generalnie planowaliśmy obejrzeć „Valeriana”, ale dubbing od lat nas odstrasza. Padło więc na film z Chrisem Evansem. No to ciach Obdarowani – recenzja.

Nie jestem wielkim fanem oglądania takich kameralnych dramatów w kinie. Zdecydowanie wolę oglądać je w domu – w jakiś fajny wieczór. Ale daliśmy „Obdarowanym” szansę, bo zapowiadali się po prostu najlepiej, z tego co w kinie było. Zwiastun widziałem z Martą kilka tygodni wcześniej na YouTubie, a potem chyba przed jakimś filmem.

Obdarowani – recenzja

Frank (w tej roli Chris Evans) samotnie wychowuje swoją niezwykle uzdolnioną siostrzenicę Mary (Mckenna Grace). Nawet nie uzdolnioną, ale po prostu małego geniusza. Nauczyciele dostrzegają jej talent i chcą, aby uczyła się w lepszej szkole. Wtedy na horyzoncie pojawia się babcia dziewczynki, która chce wykorzystać jej genialny umysł i zaczyna walczyć o prawa rodzicielskie. Trzeba tu dodać, że matka Mary popełniła samobójstwo, ale przedtem rozwiązała jeden z problemów matematycznych („Math Millenium Problems”). W trakcie filmu poznajemy skomplikowane relacje rodzinne, ale przede wszystkim widzimy, jakie talenty mają postacie.

Skupiamy się na Franku i Mary. Duecie, między którym od razu widać niesamowitą wieź, ale też pewne braki w wychowaniu dziewczynki. Frank stara się, aby mimo swojego geniuszu, żyła jak normalna dziewczynka. Nie rozumie, że ona nie do końca tak potrafi. Jego sposobem jest dawanie jej dużo przestrzeni, luzu – co też nie do końca się sprawdza. Dziewczynka jest bardzo butna i pyskata. Ale widać też, że jest niezwykle wrażliwa i dobra. Stara się sprostać wymaganiom swojego opiekuna-wujka. 

22 pozytywne filmy, które warto zobaczyć

Chris Evans i Mckenna Grace świetnie odgrywają te role – od początku rozumiemy, jakimi są osobami. Wiemy też, z jakimi dylematami się mierzą. Po małej Mary widać, że chce być dobrą uczennicą, ale jest niesamowicie znudzona tym, co wokół niej się dzieje. Z drugiej strony, od początku czujemy, że Frank nie do końca jest pewien swoich decyzji. Te drobnostki – widać w ich emocjach, w ich rozmowach. Kącik ust drgający u Evansa ma znaczenie. Uśmiech małej Mary można odebrać na kilka różnych sposobów. To piękne.

W filmie omawiany jest ciekawy, choć pewnie bardzo rzadki problem – jak wychowywać dzieci-geniusze? Czy zamykać je w kloszu i zestawiać z innymi geniuszami? Czy może dać im normalnie żyć, ale stymulować ich rozwój? Nie ma tu jasnej odpowiedzi. To zresztą można spróbować przenieść na wychowanie każdego dziecka. Pada tu ciekawa kwestia, dotycząca potrzeb jednostki, potrzeb społeczeństwa. 

„Obdarowani” są filmem, który momentami trzaska nas w twarz, aby potem naładować pozytywną energią. Choć tempo filmu jest równe, emocje też trzymane są w ryzach (głównie przez to, że bohaterowie są niesamowicie spokojni), ale dla mnie był to prawdziwy rollercoaster. Ale taki, po którym na końcu z kina wychodzę z uśmiechem. 

Obdarowani - recenzja
Obdarowani – recenzja