Skip to content

Marzanna w Zakopanem, czyli Rysiek z teściową prowadzi knajpe

Jedziecie do Zakopanego? Chcecie coś zjeść. Nie będę pisał nie wiadomo czego  Marzanna na Was czeka!

Wiecie, że gdziekolwiek jadę, staram się szukać ciekawych miejsc do zwiedzania, ale też do posiedzenia. Kawiarnie (z dobrą herbatą) to moje oczko w głowie. Ale fajnie jest też znaleźć dobrą restaurację, która zaskoczy – szczególnie jakością produktów, klimatem i wykorzystaniem „regionalności”. Chyba nie mogłem lepiej trafić niż do restauracji Marzanna.

Zerknij na mój przewodnik po fajnych miejscach

W poszukiwaniu góralskiego ideału

Zaczęło się od porządnego researchu. Sondowaliśmy serwisy turystyczne, lokalne fora i profile Facebookowe. Mieliśmy przygotowaną listę około 6 fajnych restauracji w Zakopanem i okolicach. Jedną z nich, ale ostatnią na liście była właśnie Marzanna. Cała reszta była w miejscach „turystycznych” – Krupówki czy okolice skoczni. Tylko ta knajpa była tak na uboczu. Ale jak się złożyło, była… po drodze.

Za pierwszym razem się nie udało – była wypełniona po brzegi. Na szczęście… wróciliśmy następnego dnia.

Marzanna *

Dałem im swoją gwiazdkę :). Zacznijmy od… Internetu. Strona na Facebooku nie istnieje, na szczęście ktoś stworzył profil miejsca,  a tam w opiniach same „5”. Do tego komentarze „to klasyka” albo „Pyszne jedzenie! Nieoszukiwane! Bez wzmacniaczy smaku i innych świnstw! Pomidorowa smakuje jak pomidorowa, a nie tak samo jak żur i inne zupy„. Do tego ponad 200 pozytywnych recenzji na tripadvisorze i średnia 4,4 na zomato.

Dopiero na miejscu zrozumieliśmy, skąd się biorą te wszystkie pozytywne opinie. Najpierw podróżnych witają wielkie, przydrożne, czerwone sztućce. A obok nich znajduje się unikalne menu (o tym za chwilę). Przed wejściem leży kukła („Marzanna”), a w środku jest… na pierwszy rzut oka chaos. Ale dopiero po chwili można zrozumieć, że to wszystko ze sobą idealnie współgra. Na ścianach wiszą rozmaite przedmioty – w większości starocie, ale też zdjęcia z różnych zlotów i koncertów. Jest też trochę instrumentów. W tle leci muzyka – raz rock, raz blues. No ni w graj to. A potem wychodzi z zaplecza Rysiek – około 40-50 letni facet z bródką zaplecioną w warkoczyk. Łysy i ubrany jak harleyowiec. A potem zaczyna mówić…

Wyobraźcie sobie mieszaninę zachrypiałego głosu i góralskiej gwary. Nagle całe to miejsce nabiera sensu. Zanim zdążymy zajrzeć do karty, Rysiek już rzuca: „Pomidorowa, rosół, barszcz, kwaśnica”. Po minucie talerze z zupą już leżą przed nami. Na pytanie innej pary, jak oni tak szybko te zupy podają, pada odpowiedź: – A co mamy udawać, że je teraz robimy?

Zanim zaczniemy jeść zamawiamy drugie danie, które pojawia się chwile po zupie. W tle, Rysiek zagaduje innych klientów – pyta co słychać, jak w pracy (przychodzi dużo miejscowych). Jak przychodzi do zapłaty, to cały rachunek liczy z nami. Porcje są naprawdę duże – całość genialnie doprawiona i podana szybko. Wszystko podobno gotuje… teściowa, choć mamy teorię, że w kuchni pomaga żona Ryśka.

Całym podsumowaniem tego jest menu. Abstrakcyjne i totalnie szczere. Piersi z kurczaka to po prostu cycki, a niektóre dania to te, które „lubi Rysiek”, albo po prostu… to samo. Właściciele zapowiadają też, że nie serwują rzeczy z żadnymi dodatkami „E”, nie robią makdań i będą starali się okiwać turystów :). Zresztą zobaczcie sami!

Marzanna - menu
Marzanna – menu

13140758_994569610591412_984108909_n 13153354_994569590591414_958309564_n

Published inWszystko!