Skip to content

Listy do M. 3 – recenzja

„Listy do M.” to seria filmów, na którą ludzie naprawdę czekają. Nie jest to nadzwyczajnego, bo już od pierwszego filmu zachwycali się humorem, postaciami, ale przede wszystkim, że to produkcje niezwykle ciepłe i radosne. Takie idealne na okres świąteczny. I „Listy do M. 3” też jest takim filmem.

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)

W trójce spotykamy kilka starych postaci (Mel, Karina, Szczepan, Wojtek), ale przede wszystkim poznajemy nowych bohaterów. Nie zobaczymy też przede wszystkim Macieja Stuhra, który pracował w radiu. Tym razem zastąpiła go Magdalena Różczka. Te roszady kadrowe… moim zdaniem nie wyszły filmowi na dobre.

Listy do M. 3

Najlepiej bowiem prezentują się sceny ze starymi bohaterami. Najbardziej bawią Mel (Karolak) i duet Karina-Szczepan (Dygant i Adamczyk). Nawet dość smutna historia Wojtka (Malajkat) jest ciekawsza niż umizgi policjanta do pani z radia (Różczka i Szyc).

O polskich filmach :)

Mam wrażenie, że wobec zmian producenci postanowili: zatrudniamy jeszcze więcej znanych aktorów. No i każdy z nich musi mieć sporo czasu. Ale hej, nie mamy za dużo tego czasu, więc każdy będzie miał tak samo mało. Wyobrażam sobie, że reżyser musiał to wszystko zrobić, a potem pokapował się, że żeby ludzie się w tym też pokapowali to nie ma innej opcji, jak szybko zmieniać sekwencje.

I… się pokapowałem, ale nie podobało mi się to. To co było siłą pierwszych dwóch części to przywiązanie do postaci i odnajdywanie w nich naszych własnych, rodzinnych problemów. A nie da się tego zrobić poprzez teledyskowe obrazki. W efekcie trzeba było nadrabiać śmieszkowatymi dialogami. Trochę tego żałuje, bo z poszukiwań ojca/dziadka przez Mela i jego syna, wyszła jedna, finalna scena, która porusza.

Listy do M. 3

Najciekawsze młode postacie – Filip Pławiak, Katarzyna Zawadzka choć mają ciekawy zarys historii, to budowanie relacji między nimi jest absurdalne. Spotykają się w metrze, potem gość prześladuje ją na rynku, ona bierze kundelka z marszu. To aż do samego końca ledwo trzymało się kupy.

To w czym twórcy, moim zdaniem, nie obniżyli poprzeczki to muzyka i zdjęcia. Te jak zwykle są na wysokim poziomie. Humor w tekstach? Też jak najbardziej jest dobry. Lepszy nawet niż w „dwójce”. A w ogóle to całość filmu kradnie młoda Weronika Wachowska i Mateusz Winek. Dzieciaki, które są w tym wszystkim mega przekonujące i zwracają uwagę na rzeczy ważne (rodzina, szczęście bliskich).

Premiery filmowe w 2017 roku

Czy warto obejrzeć Listy do M. 3?

Tak, bo to bardzo przyjemna komedia świąteczna. Ciepła, rodzinna i trochę romantyczna. Po prostu :)

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)