Skip to content

Kingsman: Złoty krąg – recenzja

Filmowo druga część ma zawsze trudniej. I wiele z takich produkcji mimo większego budżetu, efektów czy bardziej znanej obsady, notuje porażkę. Film Kingsman: Złoty krąg nie miał więc łatwego zadania. I choć jedynki nie przebija, to… trzyma poziom.

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)

Pierwsza część serii – „Kingsman: Tajne służby” zadebiutowała na ekranach w 2014 roku i zebrała dobre opinie. Poznaliśmy w niej idee agencji wywiadowczej Kingsman i najważniejsze postacie. Druga część, mogłaby pogłębić opowieść, a tymczasem wywraca ją do góry nogami. Dokładnie… w Złotym Kręgu nie ma za dużo o samych Kingsmanach, ich tradycji, spektakularnych sukcesów i wpływu. Dość powiedzieć, że w pierwszych kilkunastu minutach filmu zostają zinfiltrowani i zlikwidowani. Przeżywa tylko dwóch agentów – Eggsy i Merlin. Żeby pomścić swoich towarzyszy… proszą o pomoc swoich amerykańskich kuzynów – agentów Statesman. 

Sequel skupia się właśnie na tej współpracy i relacjach Eggsy’ego z jego mentorem. Mamy oczywiście przeciwnika – w tym wypadku niezrównoważoną Poppy (w tej roli Julianne Moore), która wyprodukowała trujące narkotyki. Agenci muszą jej przeszkodzić, inaczej na całym świecie umrą miliony ludzi. 

Kingsman: Złoty krąg to generalnie dobre kino rozrywkowe. Są tu niezłe sceny walki, efekty specjalne, gdzieniegdzie wrzucony śmieszny tekst i ładne zdjęcia. Mamy porządną obsadę, która naprawdę robi większą część roboty. Jedyne, co w dwójce kuleje to fabuła, która jest chaotyczna. Scenarzyści chyba chcieli w niej za dużo zmieścić – wiecie, mamy już ukształtowanego bohatera, więc przywróćmy mu mentora, zabijmy współpracowników, zmieszajmy z agentami z innej kultury. Do tego dorzućmy problemy sercowe, problemy narkotykowe świata, niezrównoważonego złoczyńce i nie mniej prezydenta USA. A i jeszcze dajmy kolesia z lassem. Po co? A tak o.

Premiery filmowe w 2017 roku!

Generalnie to wszystko do siebie jako tako pasuje, ale scenarzyści skaczą po tych wątkach, próbują je łączyć na siłę – bez sensu. No dobra, jedynie gość z lassem ma trochę sensu. Nie jest to wszystko takie złe, ale nie przywiązuje nas do niczego w filmie – do jakiejś myśli, czegoś wyróżniającego się. Wiecie, co ja zapamiętam na pewno z tego filmu? Agencja wywiadowcza Kingsman jako przykrywkę szyje garnitury, a Stateman pędzi whiskey. To był dla mnie największy smaczek tego filmu. No i może gadżety agentów :)

Warto wyróżnić efekty specjalne – kilka scen było naprawdę porządnie zrobionych – jak np. walka Pedro Pascala z przestępcami we Włoszech. W dobrym stylu, z dobrą prędkością. Albo sekwencja wspomnień u Galahada czy jedna z finałowych walk bohaterów. Warto wyróżnić aktorów, którzy grali wszyscy na równym poziomie (mogli dać trochę więcej poszaleć Halle Berry). A największy szacunek dla Marka Stronga – jak on gra, to aż się chcę oglądać (mimo, że rolę miał małą). Elton John – śmiesznie, Channing już mniej.

Jest jeden ogromny minus – ten film ma jedną z najbardziej obrzydliwych scen, jakie widziałem – zmielenie faceta, a potem z jego mięsa zrobienie burgera i kazanie zjeść go innemu facetowi. Ble.Generalnie, Kingsman: Złoty krąg miał wszystko, żeby spokojnie pobić pierwszą część. Ale trzyma poziom – na pewno bawi, na pewno będziecie zadowoleni z efektów i akcji. Dobry pomysł na spędzenie wieczoru w kinie. Czy do niego kiedyś bym wrócił? Raczej nie :)

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)

https://www.youtube.com/watch?v=8ZfbXHsvjhM