Skip to content

Mimo wielu niedociągnięć, wciągnąłem się w Dom z Papieru – recenzja

Przymierzałem się do tego serialu od dłuższego czasu. Wielu znajomych go chwaliło, więc postanowiłem dać temu hiszpańskiemu serialowi szansę. Dom z Papieru mimo wielu niedociągnieć okazał się bardzo wciągający i zasługujący na mocną czwórkę!

Co ciekawe, gdy tylko zacząłem oglądać Dom z Papieru i szukać jakichś informacji i ciekawostek to zacząłem też trafiać na krytyczne słowa. Potwierdziły się dodatkowo, gdy porozmawiałem ze znajomą, która już ten serial widziała. Większość negatywów dotyczyło… fabuły, która była niespójna i niekiedy bezsensowna. Trochę się zdziwiłem, bo byłem po pierwszym odcinku, który był naprawdę intrygujący. Prawda jest jednak brutalna – „Dom z Papieru” mógł być serialem idealnym, takim w top moich list serialowych. Ale jednak, trochę tych krytycznych słów się sprawdziło i została mocna czwórka.

Dom z Papieru – historia

Serial pokazuje nam historię dziewięciu przestępców, którzy napadają na hiszpańską mennicę. Widzimy ich zmagania z zakładnikami, policją, ale też swoimi problemami. To tak w skrócie. Do tego małe tło samego serialu, który stworzyła telewizja Antena 3. „Le casa de papel”, bo tak brzmi oryginalnie tytuł miał 15 odcinków, ale po tym gdy prawa do produkcji kupił Netflix, postanowił odcinki podzielić i w sumie wyszły z tego dwa sezony – 22 odcinki. Co więcej, Netflix zapowiedział już stworzenie kolejnego sezonu produkcji.

Warto też mieć na uwadzę, że ten hiszpański serial emitowany był w okresie, gdy Hiszpania miała problemy gospodarcze. Stąd też, jego popularność w kraju – w produkcji możemy wyczuć trochę socjalistyczny, antykapitalistyczny i antyunijny ton.

Sama historia może nie jest jakoś rewolucyjna. Seriali o przestępcach było już wiele. Tu bardziej intrygujące jest to, że cały napad realizowany jest według konkretnego planu, który przygotowywany był przez kilkadziesiąt lat. Profesor, mózg operacji, przygotował różne scenariusze – włącznie z takimi elementami jak ucieczka niektórych więźników, próba namówienia jednego z przestępców na ugodę czy złapanie kogokolwiek. Wziął też pod uwagę, kto będzie prowadził śledztwo, jak na tę osobę wpływać. To co mogło fascynować od samego początku to właśnie to przygotowanie. Z wielką ciekawością obserwowałem, co zrobią przestępcy w sytuacji, gdy sytuacje zacznie im się walić. I mogłem być pewien, że wyjdą z tego obronną ręką.

Postacie

Mocną stroną są postacie w serialu. I to pod względem tego, jak zostały rozpisane, ale też poprzez wybory castingowe. W ekipie mamy specjalistów z różnych dziedzin, ale też z różnymi problemami. Moskwa jest opiekuńczym ojcem i oprócz tego, że musi wykombinować i przygotować tunel do ucieczki, to przy okazji pilnuje i dba o swojego porywczego syna. Nairobi wciąga się w realizację zadań, bo cały czas myśli o swoim synu, którego odebrano jej kilka lat temu. Można tak wymieniać te postacie – w całym planie mają swoją rolę, ale to czego nie przewidział pomysłodawca – mają swoje problemy, które w zamkniętej przestrzeni będą wychodziły na wierzch. I pod tym względem ten serial daje nam zawsze coś „niespodziewanego”. Bo oprócz tego, że widzimy realizację konkretnych działań, to nie wiemy, czy zaraz ktoś z czymś nie odpali.

Najbardziej zagadkowymi postaciami są Berlin i Profesor. Berlin – koleś, który nie ma żadnych uczyć, wydaje się sadystą (ale nie fizycznym, tylko psychicznym) i aktorem. Ale musimy przyznać, że sprawiając wrażenie dobrego dla zakładników, nie wzbudza niechęci, a… sympatię i ciekawość. Profesor wydaje się słabym człowiekiem, w sytuacjach stresowych zawsze zachowuje zimną krew i… pokazuje swoje inne, bezwzględne (ale nie brutalne) oblicze.

I pod względem doboru aktorów do tych postaci, uważam, że zrobiono fenomenalną robotę. Pedro Pascal (jako Berlin), Alba Flores (Nairobi), Paco Tous (Moskwa) czy Jaime Lorente (Denver) naprawę świetnie oddają swoich bohaterów. Czasami są takie filmy, takie role, w których aktor gra naprawdę przekonująco, a potem przez długi czas myślimy, że on taki naprawdę jest. I właśnie tak mam z tymi osobami. Ba, casting udał się nawet do zakładników – Enrique Arce, który wciela się w dyrektora mennicy, jest w swoich różnych zrywach fantastyczny. Raz się przepotęznie boi, a raz udaje bohatera. Jest przy tym irytujący. Taki jak powinien być :)

Moim zdaniem, nie udało się tylko dobrze spiąć trzech postaci. Ursula Corbero jako Tokio (i narratorka) przez większość czasu miota się. Jej bohaterce brakuje wyrazistości i pewnej stałości. Jej humor zmienia się bardzo szybko, a dla mnie przez to jest totalnie obojętna. Podobnie mam z Miguelem Herrano (Rio), który momentami jest dziecinny, żeby chwilę później grać poważnego i wkurzonego bohatera. Mi się to nie spina. Najsłabszą postać w tym zestawie gra Itziar Ituno (inspektor Raquel Murillo). Gra osobę prowadzącą śledztwo i negocjacje z przestępcami, a do tego wdaje się w romans. I generalnie wszystko ok, sytuacja jest złożona (była bita przez swojego byłego – też policjanta itp.), ale… przez większość serialu nie ma jej nawet w centrum dowodzenia, nikt do niej nie dzwoni, nikt się nie interesuje jak znika na długi czas. Niestety, ale aktorka i scenarzyści się nie popisali. Ona jest nieprzekonywująca, oni… fatalnie ją rozpisali.

Plusy i minusy

Generalnie plusy już omówiłem – świetna, wciągająca historia, większość postaci jest mega intrygujących. Relacje i napięcia między postaciami są ładnie rozrysowane i rozwijane. Przewija się też wątek opinii społecznej i szukania u niej wsparcia przez przestępców.

Warto wyróżnić świetną muzykę. Czołówkowa piosenka „My Life Is Going On” Cecilii Krull jest świetna. Głos piosenkarki jest elektryzujący. W wielu scenach możemy usłyszeć też klasyków Beethovena czy Schuberta. Ale prawdziwym hitem dla mnie stał się marsz „Bella ciao”. Co ciekawe, to naprawdę jest pieśń partyzantów antyfaszystowskich. Ja spotkałem się z nią pierwszy raz i scena, w której dwóch głównych bohaterów ją śpiewa jest naprawdę przejmująca. Mam z nią tylko jeden problem – sugeruje, że za motywacją kradzieży mennicy stoi właśnie taka partyzancka idea, a oprócz jednej sceny (dialog Profesora z Raquel), w ogóle nie jest to oddane w serialu.

Tak jak pisałem, serial ma niestety trochę niedociągnięć. Postać Raquel i jej nieobecność w centrum dowodzenia, idee partyzanckie wmieszane w zwykłą kradzież. Albo gdy policja dowiaduje się, gdzie jest kryjówka przestępców, zamiast zrobić blokady na drogach, jedzie już do pustego magazynu. Przestępcy, którzy realizują dokładny, idealny plan Profesora raz w niego wierzą, żeby za chwilę go łamać. Przykładem jest Tokio, która uważa Profesora za swojego „anioła stróża”, ale gdy ten nie dzwoni przez jakiś czas, postanawia działać.

Podsumowanie

Dom z Papieru jest wysoko w moich rankingach seriali, ale do czołówki mu trochę brakuje. Niestety, przez te niedociągnięcia zupełnie inaczej się go odbiera. Mimo to… muszę się przyznać, że niesamowicie mnie wciągnął i obejrzałem go w ciągu kilku wieczorów.

Co jeszcze warto obejrzeć? Godless!