Skip to content

Dan Brown – Początek

Dan Brown to pisarz, który potrafi narobić szumu wokół swoich książek. W swoich historiach wciąga, chociaż opiera się praktycznie cały czas na tym samym. Tak samo jest z jego „Początkiem”.

„Kod Leonarda” pochłonąłem momentalnie. Ba, wracałem do niego kilkukrotnie. Z każdą kolejną książką Dana Browna pojawiały się jednak jakieś zarzuty – a to znowu ciśnie po kościele, znowu operuje na jakichś tajemniczych grupach i tak dalej. „Inferno” pod tym względem było trochę inne, „lepsze” – bo już nie chodziło jakieś kwestie wiary, ale problem naszej cywilizacji. W „Początku” autor znowu stawia bardziej na przekazanie jakiejś idei. Ale to… nie wystarcza.

Dan Brown – Początek a inne książki

To co było mocną stroną „Kodu Leonarda” czy „Inferno” to masa nawiązań do dzieł sztuki i tworzenie przy nich zagadki. A w „Początku” tego brakuje – co prawda profesor Langdon znowu ściga się z czasem, znowu musi rozwikłać jakiś problem, ale tym razem to… hasło do komputera. I w tej swojej zagadce, za dużo narobić się nie musi. Większą część książki stanowią bowiem rozważania na temat istoty różnych religii i rozwoju technologii, co prowadzi do wielkiego finału, czyli wielkiej konkluzji na temat możliwej przyszłości świata.

Powiem szczerze, że ta wizja jest całkiem intrygująca i choć mówimy o fikcji, to wiele jest tu trafnych argumentów. Tylko nie tego spodziewałem się po nowym Brownie.

Tak naprawdę „Początek” to dobrze znany zestaw z innych książek tego autora. Jest lubiany przez wszystkich profesor, jest religijna organizacja, jest piękna kobieta, jest jakiś wróg / morderca, jest zagadka i wielki happy end. Nic odkrywczego w tym równaniu nie ma. I choć ja jestem zawiedziony to przyznaję… siedziałem i chłonąłem.

Dan Brown – „Początek” w sklepie Media Markt