Skip to content

Berek – recenzja

„Berek” to film dobry, ale raczej w formule – obejrzeć, zapomnieć. Niestety, zmarnowano potencjał z naprawdę super historii.

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)

Najfajniejszą rzeczą, jaka jest w tym filmie to, że został stworzony na podstawię historii 10 przyjaciół. Pisał o tym Wall Street Journal (tu możecie go przeczytać). 10 zawodników – ksiądz, nauczyciel, inżynier i tak dalej. 

Trzy podstawowe zasady:

  • Zabawa trwa od pierwszego do ostatniego dnia lutego (w filmie jest to maj)
  • Nie można oddawać
  • Uczestnik zabawy zapytany, czy jest berkiem, musi szczerze i niezwłocznie powiedzieć prawdę

Brak ograniczeń, co do okoliczności gry, dlatego uczestnicy wspominali, że berkiem zostawali na pogrzebie, w szpitalu czy w mniej lub bardziej intymnych czy prywatnych okolicznościach. W filmie „Berek” kilka rzeczy zmieniono, jeśli chodzi o zasady, ale… nie udało się oddać magii tej zabawy.

Premiery filmowe w 2018 roku – sprawdź!

„Berek” – dlaczego to nie zagrało?

Przede wszystkim, twórcy za bardzo próbowali podkręcić to komediowo. I oprócz śmiesznych sytuacji związanych z grą, dociskali do tego tekstami i specjalnie rozpisanymi scenami. Dlatego momentami wychodziło więc absurdalnie. Trudno uwierzyć, że jeden z graczy, potrafi walczyć jak ninja, ukrywać się jak szpieg i ma zmysły jak jakiś Deadpool. Bo generalnie „Berek” opowiada o grupie pięciu przyjaciół grających w grę, ale jeden z nich od początku nigdy nie był tytułowym berkiem. I naprawdę trudno uwierzyć, że nawet przypadkiem nie udało się go dotknąć. 

Twórcy zrobili z normalnej gry – absurd. Rozumiem na przykład przebieranki, ale każdy głupi zauważyłby różnice. Do tego durne teksty, a pokazanie idei samej gry przy okazji. A przecież to historia naprawdę fajnej przyjaźni, która podtrzymywana jest przez grę. To historia, że mimo dorosłości, można też być dzieckiem. Tak dostaliśmy film o paczce przyjaciół, z czego jeden jest superbohaterem i generalnie to ma trochę w tyle resztę kumpli. 

Ogólnie bawiłem się dobrze. To momentami śmieszny film, ale jak wie się więcej o historii, to momentalnie czuje się totalny zawód i uczucie, że można było z tego wyciągnąć więcej. I wtedy nie myśli się już o grze aktorskiej, muzyce, scenografii. Niespełniony potencjał.

Tekst powstał dzięki współpracy z Multikino Olsztyn, w którym film został obejrzany :)