Skip to content

After Berlin

Duże miasta, takie jak Berlin są podstępne. Wydaje nam się, że dzięki temu poznamy dany region, kraj czy ludzi. Tymczasem dostajemy mix wszystkiego i sami musimy zdecydować, co nas interesuje.

Jadąc do Berlina byłem przekonany, że poznamy trochę Niemcy. Oczekiwałem, że to miasto nam się ładnie zaprezentuje – dostaniemy ciekawą i spójną historię. Minęło kilka dni od powrotu, a ja nadal trawię Berlin. Nie umiem, tak po prostu powiedzieć czy i jak bardzo mi się podobało.

Już pierwszego dnia pisałem do znajomych, że moim zdaniem Berlin jest dziwny przy pierwszym kontakcie. Byłem przekonany, że to po prostu pewne zderzenie kultur i jak się oswoję, to zacznę poznawać to miasto. Tak przecież było w Wiedniu, Pradze czy Luksemburgu. Z każdym dniem spędzonym w Berlinie, nadal czułem, że coś mi tu nie gra. To nie była stolica, jaką sobie wyobrażałem – teraz pytanie, czy to ze stolicą Niemiec jest coś nie tak, czy z moimi wyobrażeniami? Przyznaję się w tym miejscu do błędu.

Stworzyłem sobie złudne wyobrażenie, że w stolicy mogę zobaczyć, jakie jest społeczeństwo kraju, zobaczyć zabytki i na jej podstawie wyrobić sobie zdanie o kulturze i historii danego miasta czy państwa. Trochę zgubiła mnie Praga czy Wiedeń – miasta, które na wielu poziomach swojego istnienia czy konstrukcji były spójne.

„Berlin jest dziwny przy pierwszym kontakcie”

Co przychodzi Wam do głowy na myśl o Berlinie? Jeśli jeszcze tu nie bylibyście, to pewniie macie przed sobą najbardziej znane miejsca – Bramę Brandenburską, pomnik w Tiergarten, Mur Berliński być może stadion olimpijski. Do tego pewnie widzieliście wideo z jakiejś parady, albo imprezy. Jeśli byliście w Berlinie to na pewno na myśl Wam przyjdą inne rzeczy. Jakie? Trudno powiedzieć, bo jak myślę – każdy zapamiętuje i odczuwa to miasto inaczej.

Dla mnie Berlin jest pełen kontrastów, różnic i manifestów.

Z jednej strony mamy tu niemiecki porządek („Ordnung”) w postaci naprawdę dobrze zorganizowanej sieci ulic, komunikacji miejskiej, zabudowy. Ale z drugiej strony, całe dzielnice zamienione w galerię bohomazów, pełną opuszczonych budynków. Widzimy mur – symbol, który z jednej strony pomalowany jest znaczącymi obrazami, a z drugiej słabymi wrzutami. Mamy dzielnicę monumentalnych budynków i zabytków, a tuż obok dużo gorsze standardy.

W pewnym momencie pomyślałem sobie, że wraz ze zmianami w Berlinie coś w ludziach pękło. Wiecie, te podziału na wschód i zachód wpłynęły na nich, buzowały i to wybuchło. Te emocje rozlały się na ulice własnie w postaci street artu, muzyki, ubioru. Niezależnie, czy ktoś jest biały, żółty czy czarny. Każdy tu manifestuje siebie w całkowicie różny sposób. To jest ta różnorodność Berlina – nie narodowościowa, rasowa i nie kulturowa w sensie kultury europejskiej czy arabskiej. To indywidualna kultura, jako podejście do życia. Manifest swoich uczuć, potrzeb i oczekiwań. Swojego poziomu zadowolenia i wkurwienia jednocześnie.

To jednocześnie fascynujące i trochę przerażające. To jednak sprawia, że można Berlin nazywać dziwnym czy absurdalnym, ale z drugiej strony chcieć go odkrywać jeszcze bardziej. Im dłużej myślę o Berlinie, tym jestem bardziej go ciekaw i czuję, że zostało jeszcze wiele do zobaczenia. Na początku myślałem – kurczę…. to miasto nie ma żadnego szczególnego klimatu. Jest wszystkim i niczym. Teraz wiem więcej. Słowem kluczem jest tu „miasto”. To jaki jest Berlin? Miejski, urban, städtisch.

Berlin - street art & street wear

Możesz też przeczytać, o tym gdzie warto zjeść w Berlinie :)

 

 

 

 

Published inTRAVEL